Mieszkam w domu z kart, nietrwała konstrukcja, słabe ściany zupełnie nieodporne na wstrząsy.
Karta na karcie, karta przy karcie.
Bezsenne noce spędzone przy jednej słabej i drugiej słabej i trzeciej i czwartej ścianie, dają moim esencjonalnym myślą pełnych niewypowiedzianych słów i emocji których najsilniejszy mięsień w organizmie nie jest w stanie udźwignąć, upust.
Kiedy wyobrażam sobie, że zasypiam, choć tak naprawdę nie zasypiam, jestem tak daleko od wszystkiego.
Unoszę się, efektowny start. Fikołek i długa droga w dół.
Upadki bolą.
Kiedy okazuje się, że moje myśli zabrnęły tak daleko, zapadam w głęboki sen.
Wznoszę się wysoko..wierzchołki drzew stają się moim chodnikiem, ziemia jest tak daleko - jest taka mglista i nieobecna.
Przenikam przez chmury i obłoki.
Moje ociężałe ciało traci na wadze. Jestem piórkiem !
Łaskocze po uszach smutne twarze.
Moje szeroko otwarte oczy, zaciskam w zamknięciu i nieobecności.
Jeden.. Dwa.. Trzy...
Powietrze MOCNO uderza w klawisze tworząc głośne dźwięki.
Ktoś mnie woła. Głośno ! coraz głośniej.
Muszę wracać. Nie chcę. W krainie nieobecności jest dużo bezpieczniej.
Spadam energicznie w dół. Czuje swoje spuchnięte łydki, moje dłonie haczą o wierzchołki drzew, ranią mnie. Przedzieram się przez nieistniejące okno.
Uderzam głową o puszystą poduszkę.
Nietrwała konstrukcja z kart rozsypuje się.
Przygniata mnie, przybija mnie, ukrywa mnie, zabija mnie.

Bardzo ładnie napisane. :) Ja też mam swój domek z kart , w szczególności przenoszę się do niego gdy mam chwile słabości i wtedy jej po prostu lepiej, ten mój "domek" to po prostu inne patrzenie na świat, coś co powoduje że wszystko staje się lepsze :)
OdpowiedzUsuń