Zmyłam makijaż, dokładnie przecierałam oczy wacikiem nasączonym płynem do demakijażu, pilnując żeby żadna drobinka tuszu nie dostała się do oka i nie spowodowała bólu. Później obficie oblewałam twarz świeżą wodą. Następnie peelingiem z grubszymi i drobniejszymi ziarenkami starłam martwy naskórek z mojej twarzy. Każda moja por została dokładnie oczyszczona ze wszelkich zanieczyszczeń.
Na sam koniec nałożyłam grubą warstwę kremu nawilżającego żeby moja twarz wyglądała i czuła się zjawiskowo.
Czerwonym lakierem do paznokci pokryłam płytki pazurków u stóp. Włosy potraktowałam gorącą lokówką , tworząc na głowie niesforną burzę loków, loczków i lokusiów.
Włożyłam obcisłą czarną sukienkę, nogi obciągnęłam pończochami i uraczyłam je wysokimi i nad wyraz wygodnymi szpilkami. Na twarzy namalowałam sobie uśmiech a oczy wzbogaciłam o zniewalające spojrzenie.
Wystrojona i spodziewająca się cudów, wyszłam na spotkanie z rzeczywistością.
Mam wrażenie, że moja dusza też potrzebuje gruboziarnistego peelingu i grubej warstwy nawilżającego kremu. Potrzebuje oczyszczenia każdego jej zakamarka i ubrania ją w zjawiskową świeżość.
Bliskie spotkania z rzeczywistością, choć czasem trudne i nieprzyjemne uświadamiają nam, że bałagan w naszym pokoju odzwierciedla się bałaganem w naszym życiu.
Dlatego czasem warto zabrać się za OSTRE porządki.
Ja zaczynam teraz a Ty ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz