Kiedy leże obok Ciebie i czuje Twoje ciepło jest mi strasznie dobrze, tylko trochę się boje. Jestem strachliwym człowiekiem który zbyt często stawia swój strach ponad szczęście i ucieka wybierając samotność, zamiast rozczarowania. Moje myślenie nie jest poprawne, ale nie mogę myśleć poprawnie mając w głowie strach. Najtrudniejszą rzeczą jest fakt, że czasem kiedy ludzie mają zupełnie podobne problemy do mnie i zwracają się z prośbą o rade mówię im, że nie można patrzeć negatywnie, że trzeba wierzyć w swoje szczęście. Teraz już wiem, że takie słowa nie zawsze pomagają. Gdyby ktoś mi to w tej chwili powiedział, pewnie puściłabym to mimo uszy. Strach jest czymś strasznym. Mów do mnie szeptem, stoję na wierzchołku góry i posiadam skrzydła. Mogę skoczyć i wznieść się ponad wyżyny szczytów które mnie otaczają ale strach spędza mi tą chęć spróbowania która we mnie drzemie.
czwartek, 28 marca 2013
środa, 20 marca 2013
Wiosenne przebudzenie.
Siedzieli razem w przytulnej knajpce ze świecą po środku stolika i winem w ręku. Zamaczała swoje usta w karmazynowym winie i udawała, że jej smakuje chciała być jak wszyscy nie wierząc, że jej inność tak bardzo go fascynuje. Siedzieli na przeciwko siebie patrząc sobie w oczy i uśmiechając się po każdym wymienionym zdaniu. Rozmawiali o wszystkim, znali się niecałą chwilę ale czuli się jakby minęło już sporo lat. Do dziś nie mogę ulec zdumieniu ile chwil, zdarzeń i wszystkiego musi się stać żeby dwoje ludzi mogło się spotkać niby przez przypadek i żeby poczuli, że ten przypadek tak naprawdę nie jest przypadkiem.
- mam plan. Powiedział nagle i patrzył na nią swoimi niebieskimi oczami z ogromnymi źrenicami. W tych źrenicach krył się jej cały świat, kochała jego źrenice, kochała ten moment kiedy po chwili rozmowy powiększały się przy każdym jego uśmiechu.
Powiedział i wstał, chwytając ją za dłoń. Wybiegli na owładniętą mrokiem uliczkę, latarnie paliły się na żółto na niebie świeciło tysiące gwiazd a księżyc uśmiechał się do nich jakby znał ich przyszłość i wiedział, że nie może być inaczej kiedy dwoje ludzi niby przypadkiem spotykają się w nowoczesnym świecie i przylegają do siebie jakby wcześniej mieli taki plan i ten plan właśnie się spełniał.
Stali na przeciwko siebie, trzymał ją za dłoń głaskają kciukiem po kolei każdy idealnie pomalowany na kolor wiosennego nieba paznokieć. Nie patrzył w jej oczy. Patrzył na dłonie.
Ona zwykle szalona, oszołomiona światem w którym przyszło jej żyć w tej chwili stała jakby zaczarowana, jakby te wszystkie latarnie miały w sobie środek uspokajający. Chwila niepewności przerosła ją.
Zaczęła mówić.
- Ja też mam plan, miałam go zanim Cię poznałam.
Wiesz kochałam Cię zanim zobaczyłam Twoje oczy, zanim usłyszałam Twój głos. Zanim dotknąłeś moich dłoni. Rozkoszowałam się każdą wymyśloną chwilą z Tobą, kochałam się z myślami na temat Twoich obojczyków. Każdego wieczoru przytulałam się do Twojej klatki piersiowej i każdego wieczoru zasypiałam z marzeniem. Wiesz jakim ? każdego wieczoru marzyłam, że pewnego razu spotkam Cię. Pewnego wieczoru Cię zobaczę, usłyszę, poczuje. I będę wiedzieć, że to jesteś Ty. I wtedy nie będzie liczyć się dla mnie nic, prócz tej myśli, że już Cię znam, już Cię widzę i już prawie jesteś mój, nawet nim nie będąc.
To uczucie pomagało przeżywać mi każdą porażkę, każde odrzucenie i każde nie wyjaśnione zdarzenie które miało miejsce w moim sercu. Zawsze wierzyłam, że nic nie dzieje się przypadkowo. Każda rzecz która ma miejsce, jest szczegółowo zaplanowana. Każda reakcja międzyludzka jest gdzieś perfekcyjnie ułożona i czeka na swoją kolej. Niektóre osoby występujące w naszym życiu nas ranią, inne kochają, jeszcze inne nienawidzą. Są też osoby które uczą nas tych wszystkich reakcji na poszczególne zdarzenia w naszym życiu. Każda osoba nawet taka która była z nami jedną minutę jest po coś, żeby nas czegoś nauczyć. Nigdy nie powinniśmy rezygnować z kontaktów z ludźmi. Nigdy nie powinniśmy żałować tego co było bo to wszystko choć czasami trudne, czasami smutne, czasami tak bardzo godzące w nasze serca. To wszystko wydarzyło się po to żebyśmy teraz byli tutaj razem, Ty i ja. Na tej uliczce schowanej gdzieś z boku tak inteligentnie żeby była zupełnie inna od tych wszystkich ulic które są na początku, które wszyscy znają. Ta mała uliczka, ubrana w wyblakłe kolory starych kamienic z przeszłością i wyściełana kostką brukową połyskującą od majowego deszczu i oświetlana kilkoma latarniami dającymi żółte światło, na tej uliczce na której pachnie czerwonym winem i bzem kwitnącym gdzieś obok kolorowej knajpki w której jest dziś tak romantycznie i miło w której przy brzmieniach spokojnej muzyki rozpływają się ludzie w marzeniach od odpoczynku w tym szybkim świecie. To wszystko sprawiło, że jesteśmy dziś na tej cudownej uliczce. Jesteśmy wyjątkowi, pisani sobie. Wiem o tym, wiedziałam na samym początku kiedy martwiłeś się o mnie czy wróciłam cała do domu. To się po prostu czuje. Dziś mój plan chociaż jest już dopracowany w szczegółach ale nie najmniejszych mogę uzupełnić dokładniej. Wiem już, że Twoje niebieskie oczy są tymi w które chcę patrzeć już zawsze. Wiesz, zawsze wiedziałam, że któregoś dnia spotkam Twoje oczy. I spotkałam je ! Wtedy przy gorącej czekoladzie. Spotkałam wiele niebieskich oczu, ale żadne nie zmieniły mnie tak jak Twoje. Wiesz dziwnym jest fakt, że nigdy nie mogłam być w stu procentach pewna swoich uczuć, nigdy nie mogłam być w stu procentach zdecydowana, nigdy nie chciałam bać się o jutro niszcząc wszystko żeby wiedzieć co się stanie później. Dziś nie obchodzi mnie co wydarzy się jutro, nie obchodzi mnie czy spadnie ulewny deszcz czy upał stopi moje plastikowe sandały. Dziś dzięki Tobie, kochanie żyję tymi wszystkimi złotymi chwilami, od kiedy Cię poznałam każda chwila w której jesteś w moich myślach jest złotą, tak cenną i pożądaną przeze mnie całe życie odkąd Cię wymyśliłam i umieściłam w moim planie. Od dnia w którym Cię poznałam jestem tak cholernie inna a jednocześnie nigdy nie czułam się bardziej sobą niż w tej chwili. Nie martwię się już, co stanie się za tydzień lub dwa. Na moim oceanie życia po wielu sztormach nastał totalny spokój.
Jesteś Ty i jestem ja. To na co czekałam, to do czego zostałam stworzona. Dawno temu zapisali mi Ciebie a mnie Tobie. Dawno temu złączyli nas w jedno idealne ciało. Spletli nasze dłonie, żeby jak już się za nie chwycimy dziwić się, że jeszcze żadna dłoń nigdy nie pasowała do naszej tak idealnie. Mój plan właśnie się spełnił. Znalazłam Ciebie.
Spojrzał w końcu w jej oczy, które teraz były szkliste. Ale nie tak jak na filmach które oglądała po trzydzieści pięć razy i za każdym razem się wzruszała. Nie takie jak wtedy kiedy pierwszy raz mówił jej jak bardzo ją kocha. Jej oczy były takie jakby spełniły się jej wszystkie marzenia. Nie było w nich niedopowiedzianych słów, nie było w nich zagłuszeń i szumów. Ona sama była teraz taka jakby mogła umrzeć bo spełnił się jej plan, jej misja. Jakby całe jej życie opierało się na słowach planu który przed chwilą ze wszystkimi szczegółami opowiedziała. Zastanawiał się przez chwilę co powiedzieć. Ona stała wpatrzona jego niebieskie oczy. Spadło parę gwiazd, zaczął wiać chłodny wiatr, niebo zrobiło się jasne potem spadło parę liści z drzew następnie spadł śnieg. A oni stali tam jakby czas się dla nich zatrzymał.
_________________________________________________________________________________
Wiosno przyjdź !
niedziela, 3 marca 2013
Jeśli nie pousychamy z tęsknoty.
Czasem zdarza mi się być bardziej rudowłosa i bardziej niebieskooka.
Bardziej przestraszona i bardziej niepewna.
Bardziej nieśmiała i mniej uparta.
Mniej spokojna i bardziej wrażliwa.
Mocniej stąpająca po krawędzi chodnika i rozchwiana na stabilnym podłożu.
Roztrzaskałam truskawki o asfalt kiedy potykając się o kamień patrzyłam na kolorowe trampki długonogiej dziewczyny - Tak to ja ! Zamknięta w kropli deszczu tańczyłam śmiejąc się. Chociaż bardziej pasuje do mnie ' strach przed lataniem i głód doświadczeń ' - To jeszcze bardziej ja. To ja od zawsze na zawsze.
Dojrzewające jabłko na drzewie, które najpierw jest pąkiem w miarę upływu czasu zaczyna rosnąć. Do momentu aż ogrodnik nie zbierze w czasie zbiorów albo jeśli w między czasie nie zadziobią go wrony, rośnie sobie w siłę, masę, dojrzewa. Zdarza się, że spadnie. Samo, mimowolnie spadnie. Będzie leżało aż w końcu zgnije i któregoś dnia ktoś je posprząta. Jabłko które mimowolnie w pewnym momencie spada jednak nie gnije ( być może zjada je jakieś zwierze, albo jest na tyle ładne, że pan ogrodnik zbiera je i zjada ze smakiem) przyrównuje do decyzji. Czasem kiełkuje w nas jakaś myśl, np o zmianie. Na początku ją ignorujemy. Później nawiedza nasze myśli coraz częściej i częściej aż w końcu zaczynamy myśleć, analizować, zastanawiać się. I nawet nie zdajemy sobie sprawy jak szybko rośnie w siłę i pragnie przewrócić nasze życie do góry nogami. Czasem jak to jabłko spada na ziemie, po prostu działamy, zmieniamy sami z siebie. Czasem jednak potrzebujemy małego pchnięcia i impulsu do działania.
Czasem dzięki takiemu jabłku które nagle spada na ziemie odkrywamy coś niesamowitego, odkrywamy siebie na nowo. Albo potrzebujemy małego impulsu żeby odkryć to niesamowite uczucie które towarzyszy podejmowaniu ryzykownych decyzji, które jest jeszcze bardziej niesamowite i napawające dumą kiedy te nieprzewidywalne decyzje okazują się najlepszymi w życiu. Kiedy oblewa cię miodowo - karmelowy dreszczyk, że TAK TO CO ZROBIŁAŚ TAMTEGO DNIA OKAZAŁO SIĘ STRZAŁEM W DZIESIĄTKĘ. Ale nie można się poddawać kiedy miodowy dreszcz się spóźnia i kiedy łapią nas ciemne znaki zapytania, trzeba wytrwale wierzyć, że decyzje które podejmujemy nigdy nie są złe jedne sprowadzają nas na ścieżki bardziej zielone inne na ścieżki z kamieniami na których przewrócimy się milion razy, nabijemy sobie osiemnaście siniaków ale w końcu po tułaczce dojdziemy do punktu w którym stwierdzimy, że gdybyśmy wybrali ścieżkę usłaną różami nie nauczylibyśmy się tyle o sobie i o życiu, nie zdobylibyśmy doświadczenia i tej jakże ważnej i potrzebnej praktyki. Kiedyś wychodziłam z założenia, że lepiej nie podejmować żadnej decyzji, że życie rozwiąże ją za mnie gdzieś między przejściem przepisowo na zielonym świetle a przebiegnięciem tuż przed maską żółtego samochodu. Ale wtedy nie bardzo mamy wpływ na to co stanie się później, więc czy jeśli chociaż raz mamy moc podejmowania decyzji i zadecydowania o tym jak będzie wyglądało nasze życie w przyszłym tygodniu, miesiącu, roku a może w przyszłych 10 latach dlaczego nie chcemy z niej skorzystać, dlaczego zostawiamy to przypadkowi ?
Jakiś czas temu podjęłam bardzo ważną decyzje, która zmieniła nie tyle moje życie ale zmieniła mnie. Jestem dziś wdzięczna losowi i sobie, że wzięłam sprawy w swoje ręce i nie pozwoliłam rzucić swojego 'bycia tu i teraz' krwiożerczemu potworowi który zrobiłby coś czego na pewno bym nie chciała. Nauczyłam się, że jeśli nie wiemy co wybrać z dwóch rzeczy nie wybierajmy niczego i poczekajmy na coś lepszego, na coś o wiele lepszego.
I wciąż zadaje sobie pytanie czy jedna decyzja w życiu może sprawić, że naradzamy się na nowo ?
Bardziej przestraszona i bardziej niepewna.
Bardziej nieśmiała i mniej uparta.
Mniej spokojna i bardziej wrażliwa.
Mocniej stąpająca po krawędzi chodnika i rozchwiana na stabilnym podłożu.
Roztrzaskałam truskawki o asfalt kiedy potykając się o kamień patrzyłam na kolorowe trampki długonogiej dziewczyny - Tak to ja ! Zamknięta w kropli deszczu tańczyłam śmiejąc się. Chociaż bardziej pasuje do mnie ' strach przed lataniem i głód doświadczeń ' - To jeszcze bardziej ja. To ja od zawsze na zawsze.
Dojrzewające jabłko na drzewie, które najpierw jest pąkiem w miarę upływu czasu zaczyna rosnąć. Do momentu aż ogrodnik nie zbierze w czasie zbiorów albo jeśli w między czasie nie zadziobią go wrony, rośnie sobie w siłę, masę, dojrzewa. Zdarza się, że spadnie. Samo, mimowolnie spadnie. Będzie leżało aż w końcu zgnije i któregoś dnia ktoś je posprząta. Jabłko które mimowolnie w pewnym momencie spada jednak nie gnije ( być może zjada je jakieś zwierze, albo jest na tyle ładne, że pan ogrodnik zbiera je i zjada ze smakiem) przyrównuje do decyzji. Czasem kiełkuje w nas jakaś myśl, np o zmianie. Na początku ją ignorujemy. Później nawiedza nasze myśli coraz częściej i częściej aż w końcu zaczynamy myśleć, analizować, zastanawiać się. I nawet nie zdajemy sobie sprawy jak szybko rośnie w siłę i pragnie przewrócić nasze życie do góry nogami. Czasem jak to jabłko spada na ziemie, po prostu działamy, zmieniamy sami z siebie. Czasem jednak potrzebujemy małego pchnięcia i impulsu do działania.
Czasem dzięki takiemu jabłku które nagle spada na ziemie odkrywamy coś niesamowitego, odkrywamy siebie na nowo. Albo potrzebujemy małego impulsu żeby odkryć to niesamowite uczucie które towarzyszy podejmowaniu ryzykownych decyzji, które jest jeszcze bardziej niesamowite i napawające dumą kiedy te nieprzewidywalne decyzje okazują się najlepszymi w życiu. Kiedy oblewa cię miodowo - karmelowy dreszczyk, że TAK TO CO ZROBIŁAŚ TAMTEGO DNIA OKAZAŁO SIĘ STRZAŁEM W DZIESIĄTKĘ. Ale nie można się poddawać kiedy miodowy dreszcz się spóźnia i kiedy łapią nas ciemne znaki zapytania, trzeba wytrwale wierzyć, że decyzje które podejmujemy nigdy nie są złe jedne sprowadzają nas na ścieżki bardziej zielone inne na ścieżki z kamieniami na których przewrócimy się milion razy, nabijemy sobie osiemnaście siniaków ale w końcu po tułaczce dojdziemy do punktu w którym stwierdzimy, że gdybyśmy wybrali ścieżkę usłaną różami nie nauczylibyśmy się tyle o sobie i o życiu, nie zdobylibyśmy doświadczenia i tej jakże ważnej i potrzebnej praktyki. Kiedyś wychodziłam z założenia, że lepiej nie podejmować żadnej decyzji, że życie rozwiąże ją za mnie gdzieś między przejściem przepisowo na zielonym świetle a przebiegnięciem tuż przed maską żółtego samochodu. Ale wtedy nie bardzo mamy wpływ na to co stanie się później, więc czy jeśli chociaż raz mamy moc podejmowania decyzji i zadecydowania o tym jak będzie wyglądało nasze życie w przyszłym tygodniu, miesiącu, roku a może w przyszłych 10 latach dlaczego nie chcemy z niej skorzystać, dlaczego zostawiamy to przypadkowi ?
Jakiś czas temu podjęłam bardzo ważną decyzje, która zmieniła nie tyle moje życie ale zmieniła mnie. Jestem dziś wdzięczna losowi i sobie, że wzięłam sprawy w swoje ręce i nie pozwoliłam rzucić swojego 'bycia tu i teraz' krwiożerczemu potworowi który zrobiłby coś czego na pewno bym nie chciała. Nauczyłam się, że jeśli nie wiemy co wybrać z dwóch rzeczy nie wybierajmy niczego i poczekajmy na coś lepszego, na coś o wiele lepszego.
I wciąż zadaje sobie pytanie czy jedna decyzja w życiu może sprawić, że naradzamy się na nowo ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)






