czwartek, 29 listopada 2012

Leniwie odpływając.

W niedostosowaniu się do ogarniającego mnie świata powoli tracę grunt pod stopami, potykając się o nieistniejące problemy mojej wyidealizowanej wyobraźni. Przeraża mnie fakt iż mogę dotknąć coraz bardziej  gęste powietrze i smarować nim sobie czoło. Lubię tkwić w jednym miejscu nie mając potrzeby przemieszczać się w inne. Po co mieć jedno skoro można mieć dużo więcej. Wiem, ludzie którzy zachłannie chcą mieć dużo tak naprawdę nie mają nic. Zastanawiam się wracając myślami w pewne zakamarki pierwszych jesiennych dni czy wykorzystałam je tak jak na samym początku marzyłam. Przeraża mnie sytuacja w której się znajduje, zdając sobie sprawę z tego iż czasami nasze wyrobione gdzieś zdania na pewne tematy za które podważeniem dalibyśmy sobie odciąć głowę, przecierają się gdzieś po drodze i tuląc się w jego silne ramiona zdaję sobie sprawę, że minęły już bezpowrotnie zarówno pierwsze jesienne dni jak i stanowczo wyrobione zdania na pewne tematy. Jest mi szkoda, że nie możemy cofać się w czasie, albo przyspieszać czas żeby przeleciał do przodu. Chciałabym ominąć kilka najbliższych tygodni, albo wrócić kilka lat wstecz.


Siadam na krawężniku mokrego od deszczu chodnika i zastanawiam się czy to wszystko ma sens, a jeśli w tym momencie nie ma, to czy kiedykolwiek później będzie go miało i czy może kiedyś wcześniej sens był obecny, a jeśli był to kiedy odszedł i czy bezpowrotnie ?

wtorek, 20 listopada 2012

ZNISZCZMY CZAS !

W domu jeszcze pachnie śniadaniem z poprzedniego stulecia, kiedy w rodzinnym gronie opowiadaliśmy sobie sny i czuć zapach starej książki z biblioteki na wieży której już nie ma i słychać jeszcze, przerzucające strony i śmiech myśli mojego dziadka.
Zapach cynamonowego szczęścia miesza się z kokosowym poczuciem jedności.
Ogień w kominku i zimne uszy po spacerze na mroźnym powietrzu.
Gotująca się woda na herbatę i tryskająca promieniami miłości kwaśna cytryna.

Czy Wy też tak bardzo tęsknicie za czymś czego nigdy nie przeżyliście ? 



"Schował dłoń za plecy, a następnie uderzył nagle wierzchem nadgarstka o marmurowy blat stolika. Szkiełko zegarka stuknęło.
-Co robisz ?
-Niszczę czas... " 
 
 

piątek, 9 listopada 2012

Zostań, tak długo na Ciebie czekałam.

Spojrzałam na nasze zdjęcie. 
Serce lekko się uśmiechnęło a później rozum szybko przypomniał, że już po wszystkim.
Są chwile kiedy szybko spadam w dół, dzieje się tak kiedy zaczynam tęsknić za chwilami nieprzeżytymi.
W tym momencie widzę, jak biegłam przez alejki parków i szukałam wolnego miejsca na trawie żeby się położyć i trzymać palce na uwięzi przyklejonych w myślach literek i się nie odezwać.
Nie dawanie znaku życia jest słabe. 

Jadę pociągiem i słyszę jak dzwoni mi telefon. Stukot charakterystyczny do stukotu jadącego pociągu usypia mnie a moje serce bije w rytm słyszanego spokoju. Zasypiam i śni mi się, że nagle wchodzisz do mojego przedziału z poważną miną i mówisz mi, że biegłeś za mną i w końcu udało ci się mnie dogonić. W myślach mówię sobie, że w końcu chociaż raz okazałeś się równie szybki co ja. Moje serce się cieszy, chociaż jak wychodziłam, hm uciekałam żebyś mnie nie dogonił i nie udowadniał mi, że nasze sprzeczki nic nie znaczą, moje serce krwawiło, wiedziałam, że to nie ma sensu. A ty znów pojawiasz się teraz i mówisz mi, że nie pozwolisz mi odejść. Mam wrażenie, że jesteśmy pieprzonymi dzieciakami. 
Nagle przerywasz swoją mowę na temat nas. Zastanawiam się dlaczego, zamykasz drzwi przedziału, siadasz  obok mnie i zaczynasz opowiadać mi o tym co wydarzyło się przez tydzień mojej nieobecności. Chyba wiesz, że to zawsze mnie uspakajało, twoje opowiadania nawet jeśli nie były ociekające optymizmem zawsze wpływały na mnie relaksująco. Potem wspominasz nasze pierwsze spotkanie, widzę jak twoje usta dokładnie wymawiają każdą literkę nie myląc się ani razu. Śmiejesz się, że zawsze zaczynamy od komunikacji miejskiej. Pierwszy raz spotkaliśmy się w tramwaju, tam pierwszy raz zaczęliśmy rozmawiać i tam pierwszy raz zauważyłeś we mnie to coś. To coś co teraz trzyma cię tu i każe patrzeć na moje roztrzęsione ręce. Pytasz mnie czy nie uważam, że nie ma przypadków? Tak, pamiętam jak kiedyś uparcie wierciłam ci w głowię dziurę mówiąc, że nie ma przypadków i nie przez przypadek wtedy wsiadłeś do tego tramwaju i nie przez przypadek miałeś na sobie tę czarną koszule w której wyglądasz tak bardzo seksownie, nie przez przypadek też zwróciłam na ciebie uwagę i poprosiłam o odbicie biletu. Potem nie przez przypadek  przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w twoje oczy które tak cholernie mi się podobały i nie przez przypadek tak ładnie się do ciebie uśmiechałam. Pamiętam. Odpowiadam ci, że chyba się myliłam chociaż tak naprawdę wiem, że się nie myliłam. Patrzysz na mnie i mówisz mi, że akceptujesz mnie taką jaka jestem i nie przez przypadek polubiłeś nudne wieczory przed telewizorem ze mną w ramionach. Dajesz mi do zrozumienia, że kochasz moje niezdrowe nawyki obżerania się ciastkami w łóżku i nie przeszkadzają ci okruszki które drapią cię w plecy. Mówisz, że uwielbiasz kiedy odwracam się od ciebie i kradnę ci całą kołdrę. Uwielbiasz moje spuchnięte oczy od czytania książek do późna. Pytasz czy po naszej ostatniej poważnej kłótni, przypadkiem można nazwać to, że spotkaliśmy się w jednej ze starych i rzadko uczęszczanych kawiarenek do których ani ty ani ja nie lubimy chodzić bo nie znosimy kawy, i to, że spędziliśmy znów piękną i pełną uniesień noc po czym znów żyliśmy najlepiej na świecie ? 
Zastanawiam się dlaczego tak uparcie chcesz wpoić mi, że dziś nie przez przypadek siedzisz ze mną na skórzanym popękanym siedzeniu a w przedziale oprócz nas nie ma żywego ducha. Wyciągasz telefon i pokazujesz mi zdjęcia. Widzę tam siebie całującą cię w policzek. Jesteśmy oboje szczęśliwi. 
Nie odzywam się do ciebie jeszcze przez chwilę w głowie mam całą retrospekcje zdarzeń, dociera do mnie, że to co mówisz ma największy sens, chcę cię przytulić i powiedzieć wracajmy, wracajmy do naszego gniazdka który tak pięknie uwijaliśmy przez ten czas, czas pełen niezdrowych zazdrości i milczenia. Zdaje sobie sprawę, że jesteśmy dla siebie stworzeni i mam wyrzuty sumienia kiedy przypominam sobie jak ostatnim razem przyjechałeś do mnie w słoneczną niedziele a w ręce miałeś bukiet moich ulubionych kwiatów, tak wywaliłam je do kosza a tobie kazałam spieprzać. Nadal milczę a mój język nie oblizuje ust, tak jak zawsze zanim coś powiem. Pociąg zwalnia, ludzie zaczynają szykować się do wyjścia, zbliżamy się do stacji. Patrzysz na mnie przeszywającym wzrokiem chcącym wydusić ze mnie coś, cokolwiek. W głowie chodzi mi tylko jedno zdanie, widzę siebie jak mówię ci, że masz racje i że tak cholernie cieszę się, że pobiegłeś za mną i, że jesteś teraz ze mną. Pociąg staje, ludzie wchodzą i wychodzą, ty wstajesz i wychodzisz, nie patrzysz na mnie, zatrzaskujesz drzwi, jestem zmieszana, mam ochotę iść za tobą, ale tego nie robię. Wpatruje się w szare kafelki położone na stacji i zdaje sobie sprawę, że już po wszystkim. Sięgam jednak po rozum do głowy, wybiegam z przedziału wychodzę, stąpam równo po szarych kafelkach, widzę jak idziesz, podążam za tobą. Odwracasz się. Mówię ci to wszystko co chciałam powiedzieć. Milczysz, masz poważną minę, odwracam się więc i chcę wracać do pociągu który za chwilę odjeżdża. Chwytasz mnie za rękę. Nagle coś mną potrząsa, budzę się, myślę sobie zaspanym tokiem myślenia, że kto śmie mnie budzić w tym momencie. Kontrola biletów, miły pan patrzy na mnie sprawdza i życzy mi dalszej miłej podróży. Uśmiecham się zaspanymi oczami, w trakcie kiedy spałam weszło kilka osób do mojego przedziału, patrzą na mnie dziwnie, myślę sobie, że może mówiłam coś przez sen. Jest mi strasznie głupio, przez dłuższą chwilę grzebie w torebce w poszukiwaniu telefonu, wyjmuje go i widzę, że do mnie dzwoniłeś. Czuje mocne ukłucie w sercu, przypominam sobie sen, zastanawiam się dlaczego odzywasz się do mnie po tak długim czasie i dlaczego akurat dziś śnisz mi się w momencie kiedy zaczynam nowe życie. Zmieszana dziwnym wzrokiem ludzi siedzących obok mnie, wychodzę na korytarz oddzwonić. Kilka sygnałów i odbierasz, mówisz, że przez przypadek wybrałeś mój numer, serdecznie mnie przepraszasz. Zastanawiam się nad swoją teorią na temat przypadków i przypominam sobie, że we śnie tak bardzo się jej wypierałam. Kończymy rozmowę w miłej atmosferze, zastanawiam się czy ty też w tej chwili myślisz o mnie i przypominasz sobie nasze nudne wieczory przed telewizorem. Kochałam je, tak samo mocno jak kochałam usypiać na twoim ramieniu, wielbiłam sposób w jaki przenosiłeś mnie do łóżka, robiłeś to tak delikatnie, że nie obudziłam się ani razu. Szybko zdaje sobie sprawę, że tęsknie za tymi chwilami pozbawionymi racjonalnego myślenia, kiedy nie istniało nic oprócz nas dwojga. Przez chwilę patrzę jeszcze na zachodzące słońce, jak cudownie niebo rozdziera się na ciemniejsze i jaśniejsze aż w końcu gaśnie i wszystko ginie w mroku. Wracam na swoje miejsce, wkładam słuchawki do uszu i rozkoszuje się muzyką tak relaksującą jak długa kąpiel w wannie którą tak lubiłeś mi przygotowywać. Tym razem nie zasypiam, zaczytuje się w literki książki i ginę w świecie iluzji nie myśląc już o tobie. Pociąg zwalnia, ludzie wychodzą i wchodzą tak jeszcze kilka razy. W końcu zbliżam się do celu mojej podróży, szykuje się do wyjścia, opatulam się grubym szalem, pociąg zatrzymuje się, stoję w długiej kolejce do wyjścia poirytowana i zniecierpliwiona. W końcu wydostaje się na świeże mroźne powietrze, tłum ludzi przedziera się w obie strony nie dając mi możliwości ruszenia się z miejsca w którym przez chwilę utknęłam. W końcu udaje mi się ruszyć, idę dość szybko nie zwracając uwagi na przechodniów. Miejska dżungla, skakanie po drzewach, bieganie po głowach żeby dojść do wyjścia, do mety. Zapatrzona w dworcowe kafelki, czuje, że ktoś z dużą siłą wpada na mój bok niemalże przewalając mnie i zrzucając mi torebkę, wkurzona i zdolna oddać zauważam, że to ty. 
Wpadamy na siebie zupełnie przez przypadek, oboje jesteśmy w ogromnym szoku. Chwila ogarniana się i przepraszania się. Zaczynamy krótką rozmowę, zapraszasz mnie na w ustronne miejsce, pewnie masz w głowie teorię przypadków jak również ją mam i świeci ona teraz jakby mocniej niż kiedyś. Nie przyjmuje zaproszenia, uciekam jak szybko mogę zauważam, że jestem w tym dobra. 

Siła przypadku. 
Czasami, warto uwierzyć, głęboko uwierzyć, że przypadki nie istnieją. 
Ja uwierzyłam, ale trochę za późno. 




środa, 7 listopada 2012

Smak pomarańczy.

Niedoceniane szczęście.
Kłótnie, szmery, szumy, krzywki, chaos.
Niedocenianie świecącego słońca i padającego deszczu.
Niedocenianie jedności, rodziny, miłości i szczęścia.
Nagle cały świat się załamuje.
Nagle pragniesz dusić się szczęściem, nagle chcesz to doceniać chociaż zdajesz sobie sprawę, że masz tak mało czasu. Zanim zastanowisz się w jaki sposób możesz to ogarnąć, zanim nauczysz się cieszyć każdą wspólnie spędzoną chwilą, zanim zaczniesz doceniać to wszystko, minie zbyt dużo czasu, chociaż tobie może wydawać się, że minęła chwila. Dla doceniania szczęścia, twoje poczucie czasu nie ma znaczenia, to rządzi się swoimi prawami i twoje zdanie nie ma żadnego znaczenia.
Stawiasz pierwsze kroki, jest ci ciężko. Bardzo.

Najgorsza jest ta chwila kiedy zdajesz sobie sprawę, że już nic nie możesz zmienić.
Nie możesz powiedzieć, że zrobisz to jutro.
Kiedy masz wrażenie, że masz jeszcze całe pokłady siły żeby wciąż zmierzać się z życiowym chaosem który chcesz uspokoić. Chociaż na samym początku myślałeś, że nie dasz rady.
Człowiek potrafi znieść wiele, nie docenia swojej siły.

Cisza.

Dziś nie słyszę już tych kłótni i szumów.
Jest tak cholernie cicho.

I trudno jest pogodzić się z faktami dokonanymi i trudno jest sobie wytłumaczyć w zrozumiały sposób dlaczego akurat tak miało być i dlaczego akurat w tej właśnie chwili.

Życie rządzi się swoimi prawami.
Dlatego otwierajmy oczy i żyjmy prawdziwie, nigdy na niby.