czwartek, 29 listopada 2012

Leniwie odpływając.

W niedostosowaniu się do ogarniającego mnie świata powoli tracę grunt pod stopami, potykając się o nieistniejące problemy mojej wyidealizowanej wyobraźni. Przeraża mnie fakt iż mogę dotknąć coraz bardziej  gęste powietrze i smarować nim sobie czoło. Lubię tkwić w jednym miejscu nie mając potrzeby przemieszczać się w inne. Po co mieć jedno skoro można mieć dużo więcej. Wiem, ludzie którzy zachłannie chcą mieć dużo tak naprawdę nie mają nic. Zastanawiam się wracając myślami w pewne zakamarki pierwszych jesiennych dni czy wykorzystałam je tak jak na samym początku marzyłam. Przeraża mnie sytuacja w której się znajduje, zdając sobie sprawę z tego iż czasami nasze wyrobione gdzieś zdania na pewne tematy za które podważeniem dalibyśmy sobie odciąć głowę, przecierają się gdzieś po drodze i tuląc się w jego silne ramiona zdaję sobie sprawę, że minęły już bezpowrotnie zarówno pierwsze jesienne dni jak i stanowczo wyrobione zdania na pewne tematy. Jest mi szkoda, że nie możemy cofać się w czasie, albo przyspieszać czas żeby przeleciał do przodu. Chciałabym ominąć kilka najbliższych tygodni, albo wrócić kilka lat wstecz.


Siadam na krawężniku mokrego od deszczu chodnika i zastanawiam się czy to wszystko ma sens, a jeśli w tym momencie nie ma, to czy kiedykolwiek później będzie go miało i czy może kiedyś wcześniej sens był obecny, a jeśli był to kiedy odszedł i czy bezpowrotnie ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz