Ostatnio dotarło do mnie, że kiedy się na coś czeka i wytrwale do tego dąży, wszystko bardzo się opóźnia. Człowiek staje się zrezygnowany i trwa tak w swoim zrezygnowaniu nie dostrzegając pędzącego czasu i nawet nie zauważa kiedy wszystko dobiega końca i w jednej chwili spędza czas na ostatniej biologi. I tak samo jak po deszczowych dniach przychodzi pora na te słoneczne w trakcie których zupełnie zapominamy o jakimkolwiek deszczu, tak ja teraz kiedy to wszystko już prawie się skończyło z małą łezką w oku zapominam o swojej niecierpliwości i cieszę się, że życie zawsze układa się w taki sposób abyśmy umieli wyciągnąć z niego jak najwięcej lekcji dla siebie.
wtorek, 25 marca 2014
W deszczu maleńkich żółtych kwiatów.
Kocham uderzające kropelki deszczu o parapet, szczególnie w nocy. Odpręża mnie to niesamowicie mocno, zasypiam z deszczowym dźwiękiem i wędruje w nocnej krainie snów. Dawno temu postanowiłam polubić wszystkie deszczowe dni bo dlaczego nie lubić czegoś czego nikt nie lubi i wszyscy na to narzekają ? Taka okazja nie zdarza się często, więc tak wyszło, że kocham każdy deszczowy dzień. Każdą kropelkę deszczu która spada na moje włosy i twarz. Nie mogę jednak przyzwyczaić się do kałuż które często są większe ode mnie i mam wrażenie, że się w nich kiedyś utopię jak Louis de Funes w jednym ze swoich filmów. Przerażają mnie bardzo parasole z którymi mam niesamowite historie, są to zdecydowanie najczęściej zmieniane przeze mnie elementy codziennego użytku jakie kiedykolwiek posiadałam (?!)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
