czwartek, 12 września 2013

Pamiętam jak wszystko oszalało, pogoda ja i Ty..

Ostatnio targają mną dziwne uczucia. Wrzesień to zdecydowanie nie jest miesiąc w którym wrze. To czarny wrzesień. Totalnie czarny mimo tych wszystkich miłych wydarzeń i upojnych nocy. Kończy się lato i mam wrażenie, że trwało niecałe pięć godzin tak jak jazda pociągiem nad morze. Wstaje wcześnie rano po niezbyt regenerującej nocy pełnej nieoczekiwanych zdarzeń, szykuje się szybko aby zdążyć na pociąg o 8. W końcu do niego wsiadam. Udaje mi się zająć miejsce siedzące, jest niewygodne. Czerwone plastikowe siedzenia, jestem jednym z niewielu szczęśliwców którzy siedzą ponad to mam przy sobie ramię pewnego przystojniaka na którym jest mi bardzo wygodnie. Reszta ludzi stoi, niewyspani i źli, że muszą stać. Pociąg rusza, powoli zaczyna się rozpędzać. Na początku trochę się chmurzy a pootwierane okna doprowadzają do przeciągów. Chwilami jest zimno zwłaszcza jak kilka kropel porannego deszczu kapie ci na nogi. Zakładam słuchawki na uszy, kładę głowę na bardzo wygodnym ramieniu i bawię się w zabawę pod tytułem ' raz zasypiasz, odlatujesz i nagle budzą cie krzyki rozwrzeszczanych dzieci oraz ciągłe otwieranie drzwi przez tłumy ludzi spieszących się do pociągowej toalety jakby nie wiem jakie luksusy tam panowały'. Po akcji z kapiącym deszczem na nogi przychodzi moment na przeładowanie ludzi w wagonach i duszności po których nie można się otrząsnąć. Raz widzę przez okno cudowne, uspokajające, sielskie widoczki następnym razem zupełnie coś odwrotnego. Po karuzeli wrażeń gorąco-zimno, zimno-gorąco dojeżdżam na miejsce po drodze często się irytując. Docieram do miejsca w którym stawiam fundamenty swojej nadziei i planów na przyszłość. Porzucam strach i całą przeszłość. Lodowata morska woda oczyszcza mnie z wszelkich wątpliwości. Po każdym 'dzień dobry' czuje jak dostaje skrzydeł i niemal zaczynam latać, na ziemie sprowadza mnie jednak oblany piwem dywan. Spadam z trzeciego piętra na stare łóżko ze sprężynami po babci i czuje się cudownie choć obawiałam się, że stara niepewna konstrukcja nie zniesie takiego ciężaru. Każdego ranka budzi mnie budzik o nazwie ' wstawaj plaża' i po wypiciu bardzo mocnej kawy wyruszam na podój latarni morskiej której bądź co bądź nie podbiłam, zawsze zatrzymywały mnie mewy i kamienie udające bursztyny na brzegu bardzo spokojnego morza. Zachody słońca mają w sobie magiczną moc, są bardzo romantyczne człowiek zaczyna marzyć a potem wciela te marzenia w życie. Wydaje mu się, że jego życie to jedno wielkie marzenie. Dlatego nie chcę wyjeżdżać z miejsca gdzie marzenia zaczęły się spełniać. Ma wrażenie, że to miejsce bez codziennego życia, bez zmartwień i obowiązków jest jak schronienie dla beztrosko spełniających się marzeń. Odkrywam co to jest poświęcenie dla drugiej osoby, choć na początku niepewnie chcę się do tego przyznać, potem od razu godzę się ze swoimi bardzo perwersyjnymi myślami, że tak 'jeśli ktoś się dla ciebie poświęca, nie możesz pozwolić mu odejść, to przecież wyraźny znak, czegoś ważnego'. I żyje tak beztrosko nie odliczając godzin do pociągu powrotnego, zatopiona w olejku do opalania patrzę w błękitne bezchmurne niebo, otrzepuje uda od piasku. Przechadzam się brzegiem zbierając kamyki które w wodze wyglądają cudownie a jak wyschną są po prostu zwykłe. Nie zastanawiam się nad jutrem a moim jedynym celem jest zasnąć w bezpiecznych ramionach a później powtórzyć cały repertuar od pobudki budzikiem 'wstawaj plaża' aż do zachodu słońca.
Niestety każda podróż ma swój kres. Jak wszystko zresztą. Także po tą cudowną letnią przygodę musiał przyjechać pociąg, zabrać ją w całości pozostawiając po sobie pamiątki; piasek w kieszeniach spodni, spieczone ramiona, zdjęcie podczas zachodu, wysuszone włosy od słońca, kamyki brzydkie bo suche, potłuczone kawałki muszelek oraz nadzieje, że fundamenty zasiane podczas tej wakacyjnej przygody nie są fundamentami tylko w tym magicznym miejscu ale będą z nami zawsze i  nie ma znaczenia gdzie zawiezie nas kolejny pociąg one będą towarzyszyć nam na każdym kroku naszej wspólnej wędrówki, musimy tylko mocno się starać i chronić te fundamenty aby nikt nie mógł ich zburzyć.

A jutro znów obudzi mnie budzik o nazwie ' wstawaj plaża'

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz