sobota, 1 września 2012

Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi

Szła spokojnie przez przemoczone alejki parku, nad jej głową rozlegała się wielka szara otchłań.
Zmoczona trawa jest dużo bardziej atrakcyjna od tej przesuszonej. Dlatego też uważała deszczowe dni za bardziej atrakcyjne od tych w których słońce nie daje odpocząć. 
Cieniutkie paski sandałów oplatały jej szczupłe stopy a niewygodna podeszwa aż kusiła żeby je zdjąć.
Maleńkie kropelki deszczu spadały na jej zupełnie proste włosy czyniąc je artystycznie niełożonymi, jej twarz promieniała bardziej niż zwykle a jej uśmiech był bardziej szczery. 
Zdjęła sandały i teraz boso wolnymi krokami stąpała po atrakcyjnie świeżej trawie, ta świeżość ją pochłaniała, zupełnie w całości. Uwielbiała spacery w deszczu, lubiła kiedy krople drążyły na jej ciele ścieżki niczym rzeczki w górach. Zamykała oczy i wystawiła twarz na ulewę. 
Sukienka w którą była ubrana przemokła zupełnie, deszcz wdarł się wszędzie czyniąc ją najszczęśliwszą na świecie. Deszcz był jak uczucie, uczucie które stopniowo przenikało warstwa po warstwie aż dochodziło do skóry, działo się tak kiedy wychodziła i wiedziała, że będzie padać. Wtedy była na to przygotowana. Lubiła ten stan. W każdej chwili przecież mogła skryć się pod wielkim drzewem i to przerwać.

Ale istnieje jeszcze jeden rodzaj deszczu.
To taki kiedy wychodziła z domu nie na spacer ale w jakiejś ważnej sprawie, wystrojona w szpilkach i pięknym upięciem na głowie. Kiedy była zestresowana i nie interesowało ją nic po za tą ważną sprawą.
W czasie kiedy nikt by się tego nie spodziewał, kiedy w dzień intensywnie prażyło słońce i nagle bezchmurne niebo zamieniało się w kłęby ciemnych i bezlitosnych chmur, które miały ochotę obdarować wszystkich intensywnym prysznicem.  Deszcz zaskakiwał ją wtedy kiedy w ogóle się tego nie spodziewała, bez żadnych ostrzeżeń. Ten rodzaj deszczu uwielbiała najbardziej ze wszystkich. Krople deszczu bezlitośnie przenikały przez jej ubrania docierając szybko do skóry, tak jakby warstw w ogóle nie było. Rozpuszczała wtedy idealnie ułożony kok zdejmowała buty i tańczyła w deszczu cała przemoknięta od czubka głowy aż po szczupłe stopy. 
Poddawała się tej chwili bez zastanowienia. Nie myślała nawet o schronieniu się gdzieś, chociaż mogła.
Taki deszcz który spadał na nią niespodziewanie smakował jej najbardziej delektowała się każdym takim deszczem, nie zważając na późniejsze przeziębienia.

Tak samo jest z miłością. Czasem możemy się przygotować na nią i pozwolić żeby przenikała nas powili i stopniowo warstwa po warstwie i w każdej chwili możemy powiedzieć stop chowając się pod ogromnym drzewem albo uciekając do domu. 
Innym razem uczucie zaskakuje nas znienacka i uderza do naszego serca i głowy i żołądka od razu bez wcześniejszych znaków. Chociaż możemy się chować i uchronić przed tym, nie chcemy. Pragniemy żeby przenikało nas, bardziej i bardziej. Nawet jeśli później długo wysychamy.. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz