Po tygodniu pełnym niewyjaśnionego stresu i niepokoju nastał dzień, szczególny dzień kiedy jej ciało odetchnęło z ulgą i niesamowitym spokojem.
Ten spokój wypełniał ją od środka, jak nadzienie wypełnia ciasto i nadaje mu smakowity i esencjonalny smak. Miała w sobie totalny luz, jej głowa była posprzątana tak jak by jedna decyzja wpłynęła na to, że ten dzień był taki szczególny. Słuchała muzyki do której wcześniej miała wielki sentyment ale w tym dniu nic, zupełnie nic nie było sentymentalne. Tak jakby zmieniła zeszyt i zaczęła uzupełniać nowy. Jakby postawiła kropkę na końcu zdania i zaczęła pisać nowe. Tak ! Wszystko ociekało nowością.
Z tym, że nie miała w sobie ciekawości małego dziecka które chcę odkrywać co znajduje się w najwyższej szufladzie w kuchni, nie chciała natykać się na ostre noże i tępe widelce.
Była jakby trochę zawieszona.
Została jej jeszcze tylko jedna niewyjaśniona sprawa. Ale o dziwo nie spędzała jej ona snu z powiek i nie powodowała drżenia rąk.
Podchodziła do niej tak bardzo egoistycznie, nie przywiązując wagi do tego co stanie się potem. Wiedziała czego chcę i wiedziała, że tak będzie.
I w jednej chwili jej totalny luz zmienił się w totalny brak panowania nad sobą.
Miało być inaczej. Przecież wiedziała, że to NIC.
Życie postawiło przed nią kolejny dowód na swoją nieprzewidywalność.
Pluła sobie w twarz.
I w jednej chwili miała szczęście w swoich ramionach. Albo szczęście miało ją ramionach.
Otuliło ją i obezwładniło swoim szaleństwem. Bo przecież to było czyste szaleństwo !
Było ciepłe i bezpieczne. Było tak bardzo cudowne, że nie mogła uwierzyć. Ta chwila była zupełnie inna niż wszystkie chwile tego szczególnego dnia.
Szczęście.
Mogła je mieć, mogła je poczuć.
Zapach szczęście ogarniał nią tak bardzo, że kiedy już je opuściła wciąż czuła to ciepło w żołądku i wszechogarniający NIEPOKÓJ.
pięknie piszesz ! ♥
OdpowiedzUsuńznów cudnie.
OdpowiedzUsuń