sobota, 4 sierpnia 2012

I poznasz mnie po tych co wciąż tylko mało i mało.

Palce świerzbiły mnie na samą myśl o przelaniu na wirtualny papier wszystkich spostrzeżeń na temat tej bardzo krótkiej nocy która minęła. Jestem zupełnie zauroczona poranną mgłą, tym orzeźwiającym chłodem który ostudza wzburzone myśli i koi ból głowy. Mam obok siebie sok i ciepłą herbatę, ale bardziej przydałby mi się napój energetyzujący i duża mocna kawa. Mimo moich wszelkich zarzekań, że będę spać, nie potrafię. Poranki są tak cudowne, że chyba zacznę praktykować wracanie do domu o 7 nad ranem. Jestem zupełnie w nich zauroczona, w tym leniwym przedzieraniu się ludzi z przystanków do tramwajów, w ich oczach które pragną jeszcze błogiego snu a nie czytania najświeższej gazety i cieszenia się ze złotych medali. A park który za dobrze rozwiniętego dnia jest omotany ludzkimi przechadzkami, pusty wygląda o wiele wiele lepiej. 

Siedząc na super wygodnym krześle, w super pięknie pomalowanym pokoju na kolor żółty i słuchając sex on the fire swoją drogą ta piosenka jest naprawdę piękna, po wcześniej usłyszanych rozmowach doszłam do wniosku. Wniosku który po raz kolejny zmutował zupełnie mój światopogląd, ale może i dobrze. 
Po jaką cholerę wiązać się w jakiekolwiek związki ?
Po co wkładać swój wysiłek, czas, energie ?
Mężczyźni i tak po jakimś czasie (na przykład po 7 latach) dochodzą do wniosku, że żyją w nieustannej rutynie, swoje kobiety nazywają dość niezbyt pieszczotliwie, słowami niezbyt wyszukanymi, ale nad wyraz opisującymi ich stosunek do miłości. Rutyna która zaczyna im doskwierać otwiera w ich głowie drzwi z napisem "STOP" ale oni i tak tego stopu nie zauważają otwierają je i na dobre giną. Szukają nowych doznań, nie widząc w tym żadnego problemu, żadnej winy. No bo przecież po co. 
A rude i tak są fałszywe. 


Co zrobić kiedy piękny piaszczysty, zupełne bezpieczny ląd zamieni się w niebezpieczny środek oceanu ?
Życie wywala nas na głębie zdając sobie sprawę z tego, że nie potrafimy pływać.
Mamy dwa wyjścia, albo utoniemy albo za wszelką cenę będziemy przebierać nóżkami i rączkami aż w końcu po jakimś czasie dopłyniemy do brzegu. Z tym, że nie wiadomo czy akurat ten brzeg będzie tym właściwym bez żadnych przeszkód. Możemy też w trakcie nieustannego przebierania nóżkami i rączkami się strasznie męczyć, taktak walka męczy, i dojść do wniosku, że nie mamy siły i wolimy utonąć.
Ze wszystkich możliwości i tak po jakimś czasie dochodzimy do utonięcia. Chyba, że włożymy naprawdę dużo wysiłku i woli walki i dopłyniemy do lądu, pięknego i bezpiecznego. Lądu gdzie będzie nam dobrze. 

Unikajmy więc podejrzanych brzegów które w każdej chwili mogą zamienić się w niebezpieczną wodę.



Tak wiem, chaotycznie. 



Czy uczucia można zamrozić i po jakimś czasie zacząć używać je na nowo ?

1 komentarz: